niedziela, 3 czerwca 2012

Hej wesele, hej wesele!!!

Pierwsze wesele w tym sezonie odhaczone. Nie miałam ochoty iść, ale nie było wyboru, bo bliska rodzina i trzeba by dobrze nakombinować, żeby się wymówić. Łatwiej było pójść. Wystroiliśmy się (nawet fryzjera zaliczyłam), zapakowaliśmy do samochodu (Junior został z Babcią) i pojechaliśmy :)) Warto było!!! Wytańczyłam się za wszystkie czasy z Mężem, z kuzynami, własną Córą i innymi. Byłam  w swoim żywiole. Nawet nie miałam czasu podjeść tych wszystkich pyszności, od których stoły się uginały. Nogi bolą. znaczy dobra zabawa była. Córa nam padła w okolicach dwudziestej drugiej. Na szczęście Państwo Młodzi mieli wynajęty pokoik, więc dziecko poszło spać a rodzice szaleli!!! Nogi bolą....

sobota, 2 czerwca 2012

Anioł Stróż...

...znowu nas ochronił...
Znowu niewiele brakowało, żeby stało się nieszczęście.
Na moich oczach.
Byłam tak blisko i jednocześnie tak daleko, że nie mogłam nic zrobić.
Skończyło się na strachu, rozdygotanych rękach i płaczu.
Coraz częściej zadaję sobie pytanie: czy jestem dobrą matką? czy jestem odpowiedzialną matką?!!?!
Nie sprawdzam się jako matka :((((
Przy dwójce dzieci trzeba mieć oczy dookoła głowy...
"Aniele Boże Stróżu mój..." po raz kolejny dziękuję...
@@@

Moje dzieci

Mam dwoje różnych dzieci. Ogień i woda.Córa to wulkan energii, wszędzie jej pełno. Rozbiegana, rozkrzyczana, niecierpliwa, gotowa czerpać życie pełnymi garściami...Niewiele jest rzeczy, których się boi, a ostrożność to cecha zupełnie jej obca. Wiecznie podrapana, posiniaczona, zaplastrowana, cud, że jeszcze się nie połamała (odpukać) :///.  Umie walczyć o swoje i nie da sobie napluć w przysłowiową kaszę...I upór, który nie wiem, czy zaletą czy raczej wadą jest...Taka rogata duszyczka...
Syn to oaza spokoju i cierpliwości. Nawet płakać porządnie nie umie. Uśmiechnięty, cichutki, mała przytulanka, co ufnie garnie się do ludzi. Ostrożny. Myśliciel. Lubi sobie posiedzieć na dywanie lub w łóżeczku i pomyśleć :))). Ciekawski. Rozsądny. Bezproblemowy!!! Zawsze na tak!!!
Nigdy nie sądziłam, że rodzeństwo może tak się od siebie różnić!!! Niewiele mają wspólnych cech...
 I chyba się lubią te moje dzieci...
@@@
A okazji Dnia Dziecka nie mogło oczywiście zabraknąć prezentów :)
Dla Córy:
Nareszcie jest wymarzona Roszpunka :)))
 I dla Juniora:


Wywrotka zrobiła prawdziwą furorę :))

 

czwartek, 31 maja 2012

Uff...po...

Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Córa wróciła do domu cała i zdrowa i...wymęczona zabawą z Koleżankami, bo okazało się, że do Córy i Dziewczynek dołączyło pół przedszkola :))). Córa zarzuciła focha trochę, bo niekoniecznie odnajduje się w większej grupie i jest po prostu zazdrosna o najbliższe przyjaciółki, ale myślę, że z czasem wyrośnie z tego (miejmy nadzieję). Ja jakoś przeżyłam, rzucając się w wir sprzątania mieszkania, kiedy Junior pogrążył się w poobiedniej drzemce. I tak rozpoczął się nowy etap w naszym życiu. Trzeba się przeprogramować, a zwłaszcza swoje myślenie...

Odwiedziny

Wczoraj sobie uświadomiłam, że chyba jestem zbyt nadopiekuńcza w stosunku do swoich dzieci...Wczoraj Córa odważyła się i po raz pierwszy zaprosiła do domu dwie najlepsze koleżanki z grupy. Miałam lekką tremę, bo rodziców dzieci znam raczej z widzenia, "na dzień dobry" lub jakieś pogaduszki o pogodzie i o szkole. Wszystko ogólnie, bez zagłębiania się w głębsze tematy. A tu miała przyjść jedna mama (bo dziewczynki są siostrami ciotecznymi)...Mamę jednej Dziewczynki znam wprawdzie dosyć dobrze (chodziła z Migdałowym do klasy i kumplowała się z moja Szwagierką), ale  wiadomo jakieś ograniczone zaufanie człowiek ma. Tymczasem Mama uśmiechnęła się i powiedziała:
- Super! To dziewczynki bądźcie grzeczne, a ja przyjadę po was około trzeciej, czwartej, ok?
I wpakowała mi dziewczynki do samochodu, pomachała i poszła sobie tak jakby to była normalna, naturalna sprawa sprawa. Pełne zaufanie. Byłam w szoku, bo ja pewnie bym poleciała za Córą i siedziała  w cudzym domu, czekając na nią. Przyznaję, że dało mi to do myślenia...
A dziś Córa idzie do jednej z Dziewczynek. I uwaga: odbiera ją mama Dziewczynek, a ja mam jedynie przyjechać po nią po południu. Nie powiem jakiego mam stresa i ile paznokci już obgryzłam. Kiedyś musi być ten pierwszy raz...Chodzę od rana i przeżywam...Moja Córa niewątpliwie dorasta...